oszczędność

zaczniesz oszczędzać za 30lat i to pod warunkiem że ani razu ci ta pompa ciepła nie nawali co raczej mało prawdopodobne….. jak wydasz już te 40-50tys to pamiętaj żeby już zacząć co roku odkładać kaskę na nową. Też się nad pompą zastanawiałem ale w moim przypadku ta rzecz nie zwróciła by się nawet po 40 latach. Jeżeli szukasz czegoś komfortowego to wejdź w prąd – druga taryfa i akumulacja w wylewce – koszt takiego systemu na twoj domek to max 10tys, a według OZC zapłacisz za prąd – około 2000zł

Można się wyładować na rąbaniu drzewa same zalety.
Tylko że dom nie zaizolowany i trzeba przy – 29 trzymać 90 na kotle
ale da się same szczapki drzewa idą w tedy jest już huk .
Przez zbiegi okoliczności powstał system prosty jak cep
bez możliwości przegrzania bo. Ma być system bezobsługowy i tyle. Do domu chce wracać i wypoczywać, a nie myśleć o tym, że muszę coś pociąć, czyścić itd., a już na pewno nie chce, aby musiała się tym zajmować małżonka, gdy mnie nie ma np. przez tydzień i tak tak wiem, że znajdzie się chętny sąsiad do pomoc  Rozumiem wasze argumenty, ale bardziej prosiłbym o pomoc w doradzeniu do takiego typu systemu o jaki mi chodzi. Tak naprawdę powietrzna pompa, a gruntowa to właściwie różnica w cenie kolektora, więc zdecydowałem się na gruntową. Co do ogrzewania prądem nigdy o tym nie myślałem, ale idąc w PC i ogrzewanie podłogowe kierowałem się także tym, że małżonka jest alergiczką więc chciałbym uniknąć ogrzewania przez konwekcję.

I tak ma być a nie na oko .
Szczególnie tu gdzie układ skomplikowany
i wydanie bez mała 100kzł na ogrzewania , rureczki itp. to musi być przeliczone od a do z .
bo drewnem ciężko jest osiągnąć więcej jak 95 st . Rozstaw zależy dokładnie od zapotrzebowania na ciepło danego pomieszczenia. Wszędzie co 10 cm jest błędem. Później będziesz dusił przepływy na rotametrach? Masz OZC – odczytaj zapotrzebowanie na ciepło pomiar wentylacji  w Warszawie  każdego z pomieszczeń, w rękę nomogramy i odczytujesz rozstawy. Pomocne będą dostępne na necie poradniki znanych producentów. W salonie od południa może ci wyjść rozstaw co 25 cm, a w pokoju nad garażem od północy z dużym oknem co 15 cm. I tu już masz z głowy wstępną regulację układu.

oszczędnie

Dobry projektant dopasuje wymiary budynku pod wymiary materiału budowlanego, faktycznie działa, odpadów miałem tyle co kot napłakał (oczywiście relatywnie). Poza tym prosty dach, mało załamań ścian, mało kominów, mało okien, brak schodów, brak kominka itp., oczywiście to ekstremum każdy dopasowuje podług siebie. A tak poza tym to najwięcej można oszczędzić na materiałach wykończeniowych, ale to na etapie projektu trudno wyeliminować. Jeżeli chodzi o oszczędność to myślę, że dobrym pomysłem jest ogrzewanie podłogowe, bo instalacja i tak nie będzie dużo droższa niż porządny piec. A i podobno na rachunkach można zaoszczędzić,

Znalezione obrazy dla zapytania dom energooszczędny

Bardzo mi się podoba – spójność wymiarów elementów materiałow (bloczków, pustaków) i wymiarów domu. Szkoda, że nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.
Np. w łazience można rozrysować wszystko w skali np. 1:10 tak, żeby było jak najmniej cięcia płytek (czasem wystarczy minimalnie zmienić grubość fugi lub wprowadzić jakiś dekor).
Ale podstawa to:
-lokalizacja
- elastyczność projektu – możliwość zmian układu i wielkości pomieszczeń w przyszłości
- prostota
- nie zmienianie projektu w trakcie.

Nie chodzi o dziadowanie i oszczędzanie na wszystkim, ale budować tak jak nas stać, a nie tak jak maj znajomi.

Tak jak napisano wcześniej, bardzo duże pieniądze można oszczędzić w momencie wyboru działki (media, grunt) i samego usytuowania budynku. Jeżeli chodzi o sam projekt domu to oszczędności generuje:
- prosty dach, najlepiej dwuspadowy
- brak piwnicy
- brak lukarn
- brak balkonów

Potem to już głównie decyzja co do zastosowanej technologii, materiałów i wyboru wykonawców.

My najwięcej , w porównaniu do znajomych zaoszczędziliśmy na indywidualnym projekcie, na którym na każdym kroku oszczędziliśmy .

Oszczędność nr dwa to liczba punktów świetlnych. Nasz elektryk powiedział ,że teraz nikt tak nie planuje oświetlenia jak my, tylko ludzie podświetlają wszystko co się da, schody, półeczki…

źródło

Proszę o informacje jakie macie np dzisiaj temperatury dolnego źródła podczas końca pracy sprężarki ( tuż przed wyłączeniem ) ? U mnie jest ok 2.00 stopnie na wejściu i ok -2.00 na wyjściu i nie wiem czy jest ok. Mam kolektor pionowy. Kolektor poziomy. Cztery nitki po 150 m fi 40 i od studni rozdzielczej 2×40 m fi 50. zakopane dość głęboko (2 – 3 m). Odstępy między rurami w pętlach 1,2 m. Napełnione alkoholem (żal serce ściska ). Miałem okazję odwiedzić mały domek z pompą PPC w wersji prawie testowej (jedna z pierwszych). Inwestor wykonał samodzielnie kolektor poziomy, zakupił i zainstalował pompę samodzielnie. Pomoc ze strony producenta polegała na regulacji po odpaleniu (dokładnie nie wiem jakich szczegółów dotyczyła). Na dzień dzisiejszy mam informację, że roczne opłaty za prądki wyniosły 2,3 kPLN. Domek sto metrów z hakiem , raptem 2 osoby mieszkające, niby wszystko minimalistycznie ale wg mnie rewelka… Nie posiadam bladego pojęcia, co to za parametr “stopniominuta”. Ja mam możliwość ustawienia minimalnego czasu postoju pompy po osiągnięciu zadanej temp. Na całkiem chłopski rozum lepiej byłoby grzać w niskiej taryfie (nawet z gorszym cop-em), a w zamian dać odpocząć pompie kiedy prądki są drogie. Fundujemy sobie długi cykl pracy przy tańszej taryfie i dłuższe postoje w czasie drożyzny. Przy sporej akumulacyjności chałupki nie powinno to powodować skoków temperatury przy jednoczesnym oszczędzaniu kieszonki Jeden malutki szczególik. Teren jest paskudny w kwestii błociarstwa co skutkuje tym, że pomiar temp. na dz wiosną rok temu pokazał +8C! Ty przynajmniej masz ten komfort, że jesteś u siebie. Wczuj się (jeżeli to nie jest wyzwanie przekraczające możliwości zdesperowanego furiata) w moją sytuację. To (niestety) ja muszę się czuć zaproszonym przez teściową nota bene mieszkając na Jej włościach . A jak w progu wita mnie znajoma melodia na temat sukcesu, tydzież mody (czy też odwrotnie) to skłonnym uwierzyć, jakem niedowiarek, w ekonomiczność kurnej chaty W ubiegłym tygodniu serwisant zmienil w mojej pompie tzw. wartośc stopniominut. Mialem do tej pory ustawione na 60 ( ustawienia fabryczne ) a teraz mam 150. Pompa chodzi ok 1 godziny poczym odpoczywa ok 1 godziny. Dzieki temu malo jest startów. Chyba lepiej ? Dłuzszy cykl pracy też chyba ma wplyw na temperatury dolnego źródła. co o tym myslicie ?

kredyty

Maliniak to sobie może ewentualnie w nosie podłubać, bez zgody swojego szefa, a te wydymane naiwniacy niech nie liczą na współczucie i pomoc. Niech się biorą za robotę, a nie wylegują się w 100 m2 i ktoś ma za nich spłacać te długi z których wielu nie wygrzebie się do końca życia i dzieciom zostawią ładny spadek. Przecież niektórzy mają ponad melona do spłaty i mimo, że płaczą i płacą dług rośnie. Trzeba było być skończonym idiotom, aby zarżnąć się kredytem i kupić mieszkanie w stolicy, nie lepiej było siedzieć na swojej wiosce na świeżym powietrzu? Dobrze im tak! Nie mam zamiaru płacić za ich błędy zobaczyli okazje myśleli ,że się uda i się nie udało może niech każdy weźmie kredyt na milion złoty a państwo nam niech zwróci 50% z tego kredytu!. Oni ryzykowali nie ja! Nie chce ponosić kosztów za czyjeś błędne decyzje. Nie chce płacić za górników, bo to cwaniaki i po wzięciu solidnych odpraw pojada pracować na Słowację. Każdy pracuje dla siebie. Pomóc można w przypadku np. chorego dziecka i konieczności uzbierania sporej sumy. Wówczas pierwszy sięgam do portfela. Nierobom i cwaniakom mówię NIE!Każdy FRANKOWICZ powinien być zdany na siebie ,a państwa nie powinien obchodzić ich los a już na pewno nie dokładać im pieniędzy państwowych niszcząc gospodarkę! Znajomy wziął kredyt we Frankach się śmiał ze wszystkich dookoła mówił jak mu to się opłaci normalnie jak magnat się czuł czego to nie kupował się chwalił ,że wszystko ma a teraz co każdy grosik oszczędza to co kupił sprzedaje! Liczyliście na zyski to o innych nie myśleliście tylko o sobie teraz jak wam krucho przy d*** się zrobiło to niech wam pomagają. Każdy Frankowicz powinien po twarzy dostać za krzyczenie by mu pomogli!

frankowe kredyty

Jeszcze mają czelność nam wmawiać, że ich siłą zmuszono na te franki. Może zawlekali ich siłą do banków prosto z ulic jacyś żydzi i przystawiając im pistolety to łbów zmuszali ich do podpisywania papierków, nie czytając ich nawet? Kto w to uwierzy? Maja nas za głupszych od siebie. Sami latali z wywieszonymi jęzorami i cieszyli się jaki to zrobili dobry interes, w przeciwieństwie do tzw. “złotówkowiczów”, wyliczając im jakie to oni mają niższe raty. Chcieli cwaniaki przechytrzyć ekonomię a wyszli na wydymanych naiwniaków i teraz mają do wszystkich pretensję tylko nie do siebie. Frankowicze won do roboty i przestać mi tu kwiczeć , spłacać to co żeście świadomie wzięli przyłacza wody , podpisując umowy , widziały gały co brały!!! Kuzyn brał kredyt w złotówkach to sąsiad frankowicz się z niego śmiał i mówił że jest głupi bo kredyciki bierz się tylko we frankach ależ miał radochę jak frank był po 1,9 to było cacy tak to teraz kuzyn ma radochę bo ma dom a pazerny frankowicz ma komornika Kredyty to sprawa ich i banków, a nie rządu i normalnych ludzi. Jak kogoś nie stać na spłatę, to wypad na ulicę przyłącza kanalizacji , a jak nie potrafi to mu komorniki pomoże i sprzeda mieszkanie komuś za prawdziwe pieniądze obowiązujące w Polsce. Proponuję tym co noszą się z zamiarem kupna mieszkania aby się wstrzymali na ok. rok. Jak Pis już przetrwoni cały majątek narodowy m.in. na 500+, zabawki dla wojska Macierewicza, pomoc kopalniom, rolnikom oraz na wszelkie obiecanki, a żaden bank na świecie im już nie da pożyczki, to dopiero prawdziwy kryzys na czeka. Będzie jak w Hiszpanii, gdzie tacy pożyczkobiorcy masowo bankrutowali, a ich mieszkania wystawiano na licytację i jakoś żaden bank tam nie upadł. Tylko tam brali kredyty w euro, a nasi naiwniacy już z tymi swoimi frankami przyłącza kanalizacji Warszawa  nie wyrobią. Oczywiście do tych frankowiczów taki scenariusz nie dociera i dalej wierzą i modlą się do Kaczyńskiego i jego “ekonomistów”.Jeszcze niech ci nieszczęśnicy nie zapomną regularnie opłacać abonamentu RTV za oglądanie rolników szukających żon i Rodzinki pl., bo ich ukochany Pis straszy skarbówką. Przy okazji OC też sporo wzrosło i trzeba zapłacić im za te szaleństwa typu 500+.

lekarz

Chylę czoła przed próbą rzetelnego przedstawienia sytuacji/problemów polskich lekarzy rezydentów. Jednakże kilka nieścisłości/niedopowiedzień/nieprawdziwych informacji powodu, że odczuwam wewnętrzny imperatyw dodania kilku zdań komentarza. Postaram się krótko, w punktach, kolejność nie jest istotna:

Rezydencja dla lekarza to stan przejściowy.
Po uzyskaniu specjalności, jak mówią Amerykanie; „sky is the limit”.
Z czasem prywatna praktyka i na start setka za 15-sto minutową wizytę to raczej reguła niż wyjątek a Kasy fiskalnej się raczej nie używa.
Dla pacjenta po pięćdziesiątce to stan terminalny, lepiej ani taniej nie będzie.
– Porozumienie Rezydentów jest częścią Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (PR OZZL – tak brzmi pełna nazwa). OZZL pozostaje więc tą organizacją, która działa (w ogóle) i najaktywniej na rzecz poprawy warunków pracy lekarzy rezydentów. Taki błąd, w mojej ocenie, powoduje że rzetelność przedstawienia opinii innych stawiam pod znakiem zapytania.
– sprawa kursów np usg:
Lekarz ma obowiązek leczyć zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej. Z tej aktualności nie zwalnia ani jakikolwiek plan specjalizacji, ani spis procedur, ani sposób finansownia konferncji/kursu w czasie których aktualną wiedzą się zdobędzie. W/w wywiady były skierowano do ogółu społeczeństwa, a długość wywiadu i ilość informacji jest po prostu ograniczona. Natomiast ilość funkcjonujących w społeczeństwie mitów dotyczących pracy rezydenta jest duża, bardzo duża. Tyczy się m.in. wyobrażenia, że za cały proces kształcenia lekarza(/rezydenta) płaci Państwo = podatnicy (ewentualnie firmy farmaceutyczne). Podkreślę – cały proces: książki, stetoskopy, kursy, konferencje itp.
To nie jest kwestia „chcenia” i lekarskiego „widzimisię”. Rozumie to tylko ten, kto w zawodzie pracuje. Jednak czasem warto podjąć trud przekazania intencji, kryjącej się za takimi wyborami, ogółowi społeczeństwa.
Dodatkowe kursy postrzega Pan w kategorii przyszłych źródłem dodatkowych dochodów LEKARZY. Tymczasem dodatkowe kursy pozwolą na lepsze wykorzystanie czasu pracy rezydentury (5-6 lat!) kiedy to lekarz rezydent bada, leczy, diagnozuje polskiego PACJENTA w państwowym szpitalu. Lekarze chcą robić kursy wykraczające poza plan specjalizacji, płacąc za nie z własnych pieniędzy, ponieważ wykonując na co dzień swoją pracę, widzą że brakuje im takich a takich umiejętności by leczyć lepiej. Uzasadniają m.in. w ten sposób konieczność podwyżki, a Pan insynuuje jakoby chcieli, by Państwo płaciło im za wszystko. Ja, oraz inni koledzy lekarze, chcemy wydawać własne, zarobione za ciężką pracę pieniądze by móc wykonywać pracę w sposób bezpieczny zarówno dla lekarza jak i pacjenta. Wiedza, oraz umiejętności jak ratować życie i zdrowie pacjenta kosztuje.
I tutaj w Pańskiej wypowiedzi pojawia się pewna niekonsekwencja. Nie daje Pan przyzwolenia na podwyżkę płac w celu opłacania dodatkowych kursów, które zwiększą umiejętności w procesie leczenia, a z drugiej strony przywołuje Pan opinie gdy lekarz za darmo nie chciał zostać na zabiegu po godzinach swojej pracy (lub w godzinach gdy w innym miejscu wykonuje pracę dodatkową).
Pisze Pan o pokoleniu Y, PRZYPISUJE Pan NIECHĘĆ do inwestowaniu czasu i pieniędzy. Ja, oraz Koleżanki i Koledzy rezydenci, chętnie zainwestujemy obydwie rzeczy we własną pracę a tym samym jakość leczenia polskiego pacjenta. Nasz problem polega na tym, że przy płacy 14zł/h albo zabraknie nam czasu (jeżeli będę pracować po więcej niż 300h/miesiącu by utrzymać siebie i 4-osobową rodzinę i kształcić się na poziomie takim, by aktualną wiedzę posiadać ) albo pieniędzy (jeżeli będę pracować tylko na jeden rezydencki etat i mieć do opłacenia rodzinne rachunki jak każdy inny obywatel, ale mieć duże koszty pracy). I pisząc o 300h/miesiąc mam na myśli opłacenie wynajętego mieszkania, jednych wakacji rocznie w kraju, a nie mitycznych Kanarów kilka razy w roku i auta wysokiej klasy. Wykonując zawód związany z ratowaniem zdrowia i życia ludzkiego, chcielibyśmy być SKUPIENI na pacjencie, a nie na tym czym zapłacę opiekunce (przecież nie powołaniem?), czy wystarczy nam do 1-ego lub na kurs który pozwoli mi lepiej leczyć i wreszcie, by nie myśleć o tym czy współmałżonek nas zostawi za tylko bywanie w domu.

Są lepsi i są gorsi. Większość chce się szkolić (niekoniecznie z tego, co jest w programie specjalizacji, bo programy niekoniecznie mają jakiś związek z rzeczywistością), niektórzy oczywiście nie chcą nic. No i są jeszcze rzesze tych, którzy na rezudenturę się nie załapali. Po części wydają z kraju, po częsci znajdą sobie jakąś pracę, po części będą robić specjalizację za darmo. Ta grupa to jeszcze większy problem.
Aha, w 15 min to można porządnie zająć się pacjentem, który przychodzi po przedłużenie leków. Porządne badanie trwa dłużej, nie kiedy i 2 godziny.

Przypisuje Pan nam taką a nie inną mentalność, ale nie wspomina o tym, że lekarze żyją 10 lat krócej niż reszta społeczeństwa, że współczynnik wypalenia zawodowego jest u nas najwyższy, podobnie jak liczba samobójstw czy rozwodów. Przy najniższej liczbie lekarzy /1000 mieszkańców w Europie niepowstrzymywanie w/w trendów jest po prostu społecznie niebezpieczne. Nasze pokolenie zna powyższe statystyki, i nie chce rezygnować z marzeń o wykonywaniu zawodu (lub wykonywania zawodu w kraju), tylko zaczęło dokładać wszelkich starań by zastaną, brutalną zarówno dla lekarza jak i dla pacjenta, rzeczywistość zmienić.
Rozumiem , że artykuł również musi mieć swój koniec, i że nie da się powiedzieć wszystkiego. Mam nadzieję, że mój komentarz będzie dobrym uzupełnieniem/doprecyzowaniem obrazu polskiej rzeczywistości.

środek

Zapewne wielu ludzi zaglosowalo,by inaczej.Znowu jestesmy swiadkami ze prawica i centrum nie maja pojecia o rzadzeniu i nie powini zajmowac panstwowych stanowisk przez najblizsze 10lat.Pewnie tak sie sta nie ,bo lewica najpierw wyczekala spokojnie.Teraz wszyscy sie z was smieja a najbardziej lewica ze po raz kolejny nie potraficie rzadzic.Ciekawe na kogo ludzie zaglosuja w nastepnych wyborach.najlepsi okazali się zwykłymi politycznymi oszustami.Już ich pierwsze polityczne działania pokazały, że przedwyborcze hasła to jedno a chęc bycia u władzy to drugie. w miarę upływu dni coraz to nowe odstępstwa . Uważam,że poniekąd dobrze się stało, że nareszcie u władzy sa inni, niech pokaża narodowi na co ich stac. Choc nauka czasem drogo kosztuje ale Polska poniosła ich już tak dużo, że kolejne wytrzyma i nie zginie. Wydaje się mało prawdopodobnym aby ten skład przetrwał kadencję. jestem zdegustowany ze reprezentuja nas tacy ludzie jak Tusk i Rokita,przeciez oni zawsze przegrywali i teraz nie moga sie z tym pogodzic,ze znowu przegrali,pewnie naobiecywali juz swoim ludka i teraz chca zwalic wine na kaczorkow a potrafia tylko SZKODZIC ,przekonamy sie w najblizszym czasie.Do boju partacze bo tylko to potraficie!ale w tym kontekscie nie omieszkam wypomniec mu dwoch rzeczy.”Po pierwsze sam ma swoj czynny (publicystyczny) udzial w krytyce gospdarki liberalnej, oraz dazawuowaniu ekonomii jako nauki (ze wzgledu na brak determinizmu tejze). Stanowil wiec, w pewnym sensie, avantgarde .”Po drugie, jak sam sie przyznal, udzialu w wyborach nie wzial.”Nalezy wiec do 60+ procent tych, ktorzy o realizowanie przedwyborczych obietnic dopominac sie nie powinni.utworzenie stanowiska pełnomocnika ds. kobiet i rodziny. Po dziesięciu minutach powiedział; ok ale proszę nie być zbyt konserwatywną.”Jak pani to zrozumiała?”Prezydent w poglądach na temat kobiet jest w *środku*…”"”Najzupełniej centrum chadeckie z czasów 20 lecia międzywojennego, niejednokrotnie odchylonego bardzo prawicowo, w tym konkretnym wydaniu dobitniej. Interesujące żąglowanie pojęciami, wspomagające wizje metapolityczną, w dodatku oszukujące wyborców niezorientowanych.”"I także przestroga wszytkich przekreślających szanse IV RP, ta nie potrzebuje form instytucjonalnych potwierdzanych nowym tworem konstytucyjnym, zadowoli się nowym środkiem.

bezpieczniej

dwa pojęcia- przemysł polski to jest przemysł z polskim kapitałem. Tak jak mój samochód jest mój czy parkuje w Polsce czy zagranicą. I mogę sobie z nim zrobić co zechcę.
Przemysł, którego właścicielem jest koncern zagraniczny to przemysł ulokowany w Polsce ale nie polski. Co niewiele różni sie od syt. auta zaparkowanego zagranicą.
Prawdą jest, że i wiele przedsiębiorstw z kapitałem polskim ma się dobrze nawet na tyle by przejmować zagranicznych konkurentów- jak Amica czy stocznia jachtowa Delphia. By sie rozwijać jak Drutex- największy producent okien PCV w Europie czy Ćmielów-Chodzież- największy w Europie producent zastawy porcelanowej.
Prawdą jest, że i zachodnie koncerny (czy “głównie zachodnie” bo udziałowcami są i mocno “niezachodnie” np. Katarczycy jak w Volkswagenie) produkują w Polsce, zatrudniają Polaków ale jest tu wielkie ALE. Nie tylko naszym zarobkom stos. niskim ale syt. międzynarodowej to zawdzięczamy. To przemysł “zaparkowany” tam gdzie dość tanio i bezpiecznie a do tego niezbyt daleko do rynków zbytu. Ale czy można na tym budować przyszłość? Licząc, że zawsze Afryka będzie zajmować się wzajemnym wyrzynaniem się, że byłe kraje ZSRR zawsze będą “dzikimi polami”? Że Ameryka Południowa nie podźwignie się z chaosu?
Na razie są to miejsca gdzie nie boją sie wejść tylko Chińczycy, ale sądząc z zainteresowania ekonomicznej prasy zachodniej- ich doświadczenia są pilnie śledzone przez międzynarodowy biznes. Nie sądzę, że z czystej ciekawości.
Co zatem ma do zrobienia państwo polskie by szanse miał przemysł polski a nie jedynie ulokowany w Polsce? bariery prawne odpadają- jesteśmy w UE co zreszta skutkuje brakiem barier dla naszego przemysłu, tak dotkliwych jeszcze te ponad 10 lat temu. Wspieranie przedsiębiorców rodzimych? W wydaniu naszych urzędników to ryzyko- brzytwa małpie. Nie przeszkadzać- wystarczy. Żadnego wynalazku nie dokonał “system edukacyjny” ani procent magistrów a pojedynczy ludzie lub małe zespoły. tam, gdzie mieli warunki do pracy, tam, gdzie uczelnie dostawały kasę nie od po łebkach a od projektów i badań.
Natomiast ładować w edukację, bo nowoczesna produkcja to jest wytwór mózgu a nie rąk (tu robotyzacja za chwilę wytnie ogromny procent ludzi bez umiejętności).

Co poniektórych to tylko pełny powrót do centralnego planowania zadowoli.
Zapomnieli jak to było albo żyli w innej torby papierowe rzeczywistości. Najlepsze jest uzasadnienie braku papieru toaletowego.

W Ontario są zakłady montażowe Forda, Chryslera, GM, Toyoty i Hondy. Nikogo nie obchodzi czyją są własnością, dają ludziom pracę i to jest najważniejsze.

Jak to już pisałem: tzw. polski przemysł jest dziś albo bezpośrednią własnością zachodniego kapitału (Fiat, VW, Mittal etc.) albo też są to formalnie polskie montownie wykorzystujące tanią polską siłę roboczą ale bazujące na importowanych kluczowych podzespołach takich jak silniki  torby z nadrukiem czy też przekładnie („skrzynie biegów”), jak to jest w przypadku firm takich jak n.p. PESA czy SOLARIS (ta ostatnia firma jest zresztą zarządzana przez Niemca).
Mixer
R&D czyli B+R muszą być współfinansowane przez państwo. Tak jest zresztą w Niemczech, Francji, USA czy też Japonii i Korei Płd.

Tymczasem zachwycamy się, ze nasza młodzież wypadła lepiej niż niewiele rozumiejący Niemiec o imieniu Mohammed (najpopularniejsze imię męskie w Niemczech) i nie widzimy, że szkoły średnie, uczelnie nawet państwowe więc niby lepsze wypuszczają niezdolnych do twórczego myślenia tłuków, ladujących na kasie w Biedronce czy w Amazonie. To, że mamy oszałamiający  procent ludzi z dyplomami nie zmienia faktu, że żadna z naszych uczelni nie liczy się w międzynarodowych rankingach. Bo i kadra jest słaba i młodzież “zapóźniona” po dennych trzech kolejnych szkołach. Naprawdę zdolni przepadają zbyt często. Żadnego wynalazku nie dokonał “system edukacyjny” ani procent magistrów a pojedynczy ludzie lub małe zespoły. tam, gdzie mieli warunki do pracy, tam, gdzie uczelnie dostawały kasę nie od ilości kształconych łebków po łebkach a od projektów i badań.

montownia

Panska demagogia nie odnosi sie do sedna sprawy… czy potrafi pan wymienic jakies wieksze
zaklady przemyslowe obecnie dzialajace i produkujace w oparciu o polskie technologie?

Zrozum “Rebel”, że nie ma już polskiego przemysłu, a są dziś w Polsce tylko montownie używające importowanej technologii i będące własnością zagranicznego kapitału, a to NIE jest przecież polski przemysł!
I oczywiste jest, że prywatny zagraniczny właściciel fabryki zlokalizowanej czasowo w Polsce nie będzie interesować się tym, czy jego fabryka jest pożyteczna dla Polski i Polaków, skoro jego jedynym celem jest maksymalizacja zysku, na ogół w najkrótszym możliwie czasie, a nie rozwój Polski i dobro jej mieszkańców.
Zrozum, też, że w Polsce wykonuje się dziś tylko najprostsze zadania, na ogół najbardziej pracochłonne (niski koszt polskiej robocizny), ale najtrudniejsze zadania, których wykonywanie rozwija kraj, takie jak projektowanie nowych wyrobów oraz technologii ich wykonania oraz budowę prototypów wykonuje się poza Polską.
Poza tym, to o nowoczesności danego kraju decyduje dziś nie tyle sama wielkość produkcji przemysłowej, ale udział w tejże produkcji wyrobów tzw. wysokiej technologii (high tech), a ten udział w Polsce jest dziś bardzo niski, na poziomie krajów III świata.
Nie jest też prawdą, ze PRL eksportowała tylko węgiel – PRL eksportowała także komputery, zaawansowaną elektronikę a nawet samoloty odrzutowe naszej własnej polskiej produkcji, ale o tym, to IPN zabrania dziś Polakom pamiętać… :-(
Poza tym, to gdyby dziś w III-IV RP papier toaletowy był tak tani jak w PRLu, to by go też brakowało.

P.S. Prosze spojrzec od czego zaczynaly takie kraje jak Korea Poludniowa, czy Taiwan
i w co (i jak) inwestowaly. Niestety, tzw. III RP nie robi praktycznie NIC, aby
wzniesc sie szczebel wyzej, ponad poziom montowni samochodow

To wręcz żenujący poziom jaki Pan Redaktor raczył tutaj zaprezentować. Przemysł w Polsce został doprowadzony do rangi zaplecza taniej siły roboczej dla Europy. Wstyd się chwalić montowniami AGD, gdzie niewielki udział komponentów ma polskie pochodzenie, na najczęściej produkujemy tylko blaszane obudowy, czyli to co najbardziej prymitywne i czego zagraniczny inwestor robić u siebie nie chce. Nie do końca chlubne dla Polski są montownie branży automotive, bo są one dowodem jedynie na to, że pracujemy nieco lepiej i wydajniej niż Turcy.
Nie należy pisać dumnie o “przemyśle stoczniowym” skoro faktycznie montujemy i spawamy tylko kadłuby, które płyną dalej w świat na wyposażenie, a więc znowu: “tania siła robocza”.
Inwestycje w ten dumnie opisywany “przemysł” typu montownie są ułamkiem procenta tego co inwestuje się w macierzystych krajach “spółek-matek”. Oczywiste jest również to że większość tego rodzaju inwestycji bilansuje się na “zero”, bo każdy biznes ma swoją narodowość. Nie ma miejsca na know-how, nie ma działów R&D. Dla lokalnych decydentów nawet takie montownie są błogosławieństwem, bo dają zatrudnienie dla paruset osób, jest też okazja aby przeciąć wstęgę na uroczystym otwarciu.
Dowodem naszej “wielkości” w Europie są chociażby targi maszyn budowlanych, targi maszyn rolniczych, czy też targi obróbki skrawaniem. Czy Autor dowiedział się ile w Polsce produkuje się choćby koparek, czy też tokarek. W przemyśle maszynowym, obrabiarkowym nie istniejemy na mapie Europy w ogóle.
Wspomniane już PESA, czy SOLARIS choć z nieco innych sektorów pomiary wentylacji przemysłu są chlubnymi wyjątkami, ale nie zmieniają całokształtu obrazu polskiego przemysłu.
Pisanie o VW lub Arcellor Mittal jest jawną kpiną i Autor pisząc ten tekst zadziałał jako przedstawiciel Działu Promocji Ministerstwa Gosp.
Produkcja przemysłowa to niepopularna forma prowadzenia biznesu w Polsce, nie ma na nią “klimatu” i nie ma środowisk które nastawione są na szeroko propagowaną koopetycję. Brak “klimatu” to również taki drobiazg, ze lokalni decydenci nie widzą celu pomiary wentylacji Warszawa we wspieraniu przykładowo pięćdziesięciu lokalnych przedsiębiorców, z których każdy zatrudni dwudziestu pracowników. To jest zbyt mało medialne.W czasach PRL-u nastąpił gwałtowny skok cywilizacyjny. Przed wojna większość chodziła ” za stodołę” lub “sławojki”. Gazet nie kupowało się codziennie zatem garść trawy albo wiecheć siana czy słomy musiał wystarczyć. A tu w dekadzie Gierka wybudowano 2,5 mln nowych mieszkań – każde wyposażone we WC wentylację gdzie nawet gazeta się nie za bardzo nadawała o trawie czy słomie nie wspominając, bo i skąd ją wziąć. 

A przemysł papierniczy nie nadązał za lawinowo rosnącym popytem
i magazynow “Amazona”!

przemysł

to przykry zlepek utartych teorii, niedomowien, nadintepretacji, polprawd i zwyklych nieprawd. Jedyne co Pan napisal ciekawego to zapewne destrukcyjny wplyw zwiazkow zawodowych w 90-tych latach. Ale widzi Pan, wladza to tez odpowiedzialnosc. Dziennikarstwo tez. Mysle, ze po tym artykule bede omijal Pana teskty z daleka. O ole Pana artykuly o energii bywaja do rzeczy, to przemyslem niech sie Pan nie zajmuje, bo zwyczajnie szerzy Pan dezinformacje. Jesli nie widzi Pan roznicy miedzy montownia, a badaniami, rozwojem, produkcja zaawansowanych technologii (a nie i ch skladaniem),…Oczywiscie PESA, FAKRO, SOLARIS, wiatraki, specjalistyczne stocznie, MASPEX, to chlubne wyjatki Tu jest ciekawy i merytoryczny Jaki „polski przemysł”? Montownie używające importowanej technologii i będące własnością zagranicznego kapitału, to NIE jest przecież polski przemysł! Solaris jest de facto własnością niemiecką, zarządzaną przez Niemca, a PESA to jest tylko montownia, produkująca pudła wagonów czy też lokomotyw albo tramwajów i instalująca w tych pudłach importowane, na ogół niemieckie silniki czy też przekładnie.  ze struktura przemyslu, strukturze przemyslu nie jest podobna. Jest struktura podwykonowacy z tania sila robocza, jak Polska i struktura lidera, jak Niemiec, czy Finlandii. Roznice widac w statytstykach, jak sie wie, na co patrzec (wystarczy Eurostat). Zeby przejsc z gorszej struktury do lepszej, wlasnie trzeba robic dobra polityke ds. przedsiebiorstw – bez tego sie nie da. Inaczej zostaje sie w gorszej z niskimi zyskami i pensjami, ktore Pan tak chwali, ze ‘nie jest taka zla’. Pana artykul jest na oburzajaco niskim i demagogiczny poziomie, jak na czasopismo dominujace Polske i waznego dziennikarza.   Bedzie jak zwykle …To żaden polski przemysł skoro nie jest w “Polskich rękach” najlpiej państwowych bo prywatne sąjuż podejrzane. Efektywność tego państwowego zarządzania i zyskownośćto detal. Montownie jakieś nastawiali – jakby jakikolwiek bardziej zaawansowany produkt od wykałaczki był wykonywany od A do Z przez jednego producenta. Jak nie montownie to jeszcze gorzej. Produkcja podzespołów jakiś, a finałowy produkt pod obcą marką. Badań mało, a przecież wiadomo za PRLu nowoczesna technologia była. Krajowa. Przykłądy tych udanych produktów poproszę i wyjaśnienie czemu kraj cierpiący na chroniczny niedobór dewiz eksportował na potęgę węgiel, a nie wynalazki? 

N koniec usłyszy Pan, że manipuluje faktami i jest demagogie przemysł w PRL to było cudo w porównaniu z dzisiejszym i nie ma znaczenia, że nawet papieru toaletowego nie był w stanie dostarczyć w wystarczającej ilości.

Już kilkakrotnie podawałem na przykładzie Poznania – jakie były najbardziej znaczące zakłady przemysłowe za czasów PRL-u, co i ile produkowały, ilu ludziom dawały prace, jak wyglądają te zakłady dzisiaj ( nie istnieją lub ledwo żyją marne ich szczątki ) oraz co jest pokój zagadek Warszawa dzisiaj na ich miejsce.
Dlaczego w pierwszej kolejności “prywatyzowano” i sprzedawano zagranicznym właścicielom zakłady mające pełne “portfele zamówień” ?
Skoro miały zamówienia z zagranicy to widocznie byli chętni na to co produkowały. Przejmowały je ” firmy z branży” głównie po to, by przejąć ich rynki a same zakłady zamknąć jako potencjalnie niebezpiecznego konkurenta.
Nawet głupiec to widzi zatem tymi, co twierdza inaczej kieruje zła wola.