dom

Bilans to wilgoć nie wielkość strumienia, ten zawsze będzie wywiew = nawiew niezależnie jak ustawimy wentylatory i anemostaty.

Stan faktyczny: budynek wielorodzinny z 2005 roku, ocieplony z zewnątrz, mieszkanie 40m2 na ostatnim piętrze. Budynek bez przyłączeń do sieci ciepłowniczych, ogrzewanie wyłącznie elektryczne (woda+kaloryfery). Ekspozycja okien wschodnia.

Po pierwsze primo to jest cymbał jakich mało i wszędzie by wtykał swoją ciepłą pompę, zwłaszcza forumowym frajerom.
Po drugie primo nie ma opcji zamontowania wentylacji mechanicznej którą to on tu usiłuje ci wcisnąć w bloku w którym jest wentylacja grawitacyjna. W takim układzie wszyscy sąsiedzi podłączeni do kanału wentylacyjnego musieli by zamontować wentylatory z prostej przyczyny-ty odpalając u siebie wywiew mechaniczny wtłaczała byś zużyte powietrze do sąsiadów razem z całym syfem z komina.
Jeśli czujesz że z kratki w kiblu czy kuchni wieje to zamontuj klapy zwrotne za kilkanaście ziko i po problemie. Druga sprawa.. Bez urazy aleś taka brzydka czy ciepła że nie masz chłopa? W domu ktoś musi mieć jaja.

Problem: jest bardzo zimno.
Okna wyregulowane, uszczelnione.
Grzejniki elektryczne konwektorowe. Urządzenia o dopasowanej mocy, dają ciepło, ale nie są w stanie skutecznie ogrzać pomieszczeń. Ciepło jakby gromadziło się wokół urządzeń. Szukam, czytam, pytam i nie potrafię rozwiązać problemu (który aktualnie przy ujemnych temperaturach bardzo doskwiera. Marznę).

Tzw wentylacja grawitacyjna polega na wyrzucaniu ogrzanego powietrza na zewnątrz, a wpuszczaniu zimnego. Gdy działa jest zimno lub bardzo drogo, gdy nie działa, nie da się mieszkać.
Tak zrobić dobrze, by był komfort cały rok i niedrogo, potrzeba zainwestować do 6000 zł. Trzeba zrobić wentylację z odzyskiem ciepła i pompę ciepłą powietrze powietrze.

Wydaje mi się, że problemem może być niewłaściwa cyrkulacja powietrza w budynku. Czy mam rację? Czy macie może jakieś pomysły? W budynku jest wentylacja grawitacyjna. W kuchni i łazience czasami aż huczy z przeciągu.

przepływ

chciałem dokonać profesjonalnego pomiaru przepływu w anemostatach i kupiłem anemometr z tubą.
Mam jednak problem następ., czy powinienem brać pod uwagę mierząc przepływ średnicę anemostatu czy średnicę otworu w tubie przykładanej do anemostatu – a ma ona 41mm?
Jak mierzę na podstawie otworu 41mm to wychodzi mi, że przy 1m/s wpada 4,75m3/h no ale anemostat domknięty przepuści więcej powietrza, tyle że nie mam tego jak bez tuby zmierzyć – no chyba że odkręcę dekielek i włożę go do środka, pomiary wentylacji  tyle że będzie to wg mnie mało wiarygodne, gdyż normalnie anemostaty maja zamontowane dekielki zmniejszające przepływ.
W rurach mam włożone gąbki z otworami, które można zaślepiać aby regulować przepływ ale jak to dokładnie zmierzyć? Jeżeli chodzi o mechaniczną wentylację domową, to
- dekielki w anemostatach nie służą do regulacji tylko do rozprowadzenia powietrza chłodniejszego równolegle do sufitu.
Dokładność nastawu najmniejszych anemostatów fi 80 jest 50m3/h. Najczęściej w domach jest od 6 do 10 anemostatów nawiewnych. na 4 osobową rodzinę, komfortowa wentylacja to 120m3/h czyli od 20 do 12m3/h na anemostat.
Pomiar… Nie da się w miarę dokładnie pomierzyć domowej wentylacji, bo jest ona na rozdzielaczu. Gdy przyłożymy balometr do jednego kanału, więcej popłynie innymi. Nawet gdy zamkniemy jeden kanał, ilość nawiewanego powietrza do domu będzie taka sama.
Wywiewy są wyłącznie w łazienkach i mniejszy w kuchni.
Nie zbilansuje się wentylacji robiąc wywiewy poza łazienkami.
Regulacja przepływu to nie bilans !!
Przepływ reguluje centrala, wywiew z nawiewem i tak się w szczelnym domu zgodzi. W bilansie chodzi o komfort i zdrowie.
Z jednej strony chcemy mieć nawiew 20-30m3/h na osobę, bo więcej będzie za sucho, a z drugiej, w łazienkach musi być te 50m3/h, by z czasem nie było grzyba.
Dlatego wykluczone są wywiewy w wiatrołapach, garderobach, korytarzach, suszarniach itp.
Dając za dużo wywiewów, mamy wybór:
-za silna wentylacja w nawiewna, więc za sucho, źle się śpi i wysychają śluzówki.
-za słaba w łazienkach, więc z czasem zagrzybienie.
Sugestie… wyrzucić gąbki jak najszybciej i nie przejmować się.
Dyfuzja CO2 i H2O czyli wyrównanie stężeń, jest i tak ponad 1000 x szybsze niż wymiana powietrza wentylacją domową.

maksimum

Warto dodać, że pompa im mniejsza, tym tańsza. Jak zaoszczędzi na izolacji, to wyda na pompę. Albo zaoszczędzi na tym i na tym, ale potem pompa będzie się grzałkami wspomagać. Analizowałem dane meteo W-wa Okęcie z ostatnich 14 lat – nie jest tak źle – na 4300 ileś dni, średnia temperatura wynosiła poniżej -15* przez 18 dni, a przez 59 dni niższa była temperatura minimalna. Temperatura maks. niższa niż -15* wystąpiła w trakcie, uwaga, 2 dni. Jak dla mnie pompa jak najbardziej, ale wyłącznie taniutka powietrzna. Na allegro 7 kW no-name, ale na panasonicu, kosztuje już 5 KPLN.miałem dzisiaj spotkanie w ramach Białołęka – Solarna Gmina i expert z fundacji promującej technologię zeznał, że od listopada do stycznia (włącznie) będę musiał dogrzewać wodę z 30 do 38 stopni, a od lutego do października panel ma grzać sam – byłożby to prawdziwe?
To pytanie jest nie do końca precyzyjne. Jak latem nagrzeje ci zbiornik 300 litrów do 80stopni, a prysznic 4 osób (powiedzmy 4 x 50l=200l), to nawet jak przez noc temperatura spadnie do 40stopni (ze względu na powiedzmy kiepską izolację rurek od CO), to wystarczy. Więc musisz doprecyzować, o co pytasz.Expert z fundacji promującej technologię pewnie był expertem od reklamy, czyli jak sprzedać klientowi produkt którego nie potrzebuje. Reklama zazwyczaj zawiera pewną część prawdy o produkcie (na ogół tę najmniej istotną, lub prawdę nieco podkolorowaną)
Druga kwestia – zasobnik ma mieć 300 litrów, czy – zważywszy, że w domu ma być instalacja cyrkulacyjna, acz z programatorem czasowym – pozwoli na wzięcie porannego prysznica czterem osobom?

oszczędność

zaczniesz oszczędzać za 30lat i to pod warunkiem że ani razu ci ta pompa ciepła nie nawali co raczej mało prawdopodobne….. jak wydasz już te 40-50tys to pamiętaj żeby już zacząć co roku odkładać kaskę na nową. Też się nad pompą zastanawiałem ale w moim przypadku ta rzecz nie zwróciła by się nawet po 40 latach. Jeżeli szukasz czegoś komfortowego to wejdź w prąd – druga taryfa i akumulacja w wylewce – koszt takiego systemu na twoj domek to max 10tys, a według OZC zapłacisz za prąd – około 2000zł

Można się wyładować na rąbaniu drzewa same zalety.
Tylko że dom nie zaizolowany i trzeba przy – 29 trzymać 90 na kotle
ale da się same szczapki drzewa idą w tedy jest już huk .
Przez zbiegi okoliczności powstał system prosty jak cep
bez możliwości przegrzania bo. Ma być system bezobsługowy i tyle. Do domu chce wracać i wypoczywać, a nie myśleć o tym, że muszę coś pociąć, czyścić itd., a już na pewno nie chce, aby musiała się tym zajmować małżonka, gdy mnie nie ma np. przez tydzień i tak tak wiem, że znajdzie się chętny sąsiad do pomoc  Rozumiem wasze argumenty, ale bardziej prosiłbym o pomoc w doradzeniu do takiego typu systemu o jaki mi chodzi. Tak naprawdę powietrzna pompa, a gruntowa to właściwie różnica w cenie kolektora, więc zdecydowałem się na gruntową. Co do ogrzewania prądem nigdy o tym nie myślałem, ale idąc w PC i ogrzewanie podłogowe kierowałem się także tym, że małżonka jest alergiczką więc chciałbym uniknąć ogrzewania przez konwekcję.

I tak ma być a nie na oko .
Szczególnie tu gdzie układ skomplikowany
i wydanie bez mała 100kzł na ogrzewania , rureczki itp. to musi być przeliczone od a do z .
bo drewnem ciężko jest osiągnąć więcej jak 95 st . Rozstaw zależy dokładnie od zapotrzebowania na ciepło danego pomieszczenia. Wszędzie co 10 cm jest błędem. Później będziesz dusił przepływy na rotametrach? Masz OZC – odczytaj zapotrzebowanie na ciepło pomiar wentylacji  w Warszawie  każdego z pomieszczeń, w rękę nomogramy i odczytujesz rozstawy. Pomocne będą dostępne na necie poradniki znanych producentów. W salonie od południa może ci wyjść rozstaw co 25 cm, a w pokoju nad garażem od północy z dużym oknem co 15 cm. I tu już masz z głowy wstępną regulację układu.

oszczędnie

Dobry projektant dopasuje wymiary budynku pod wymiary materiału budowlanego, faktycznie działa, odpadów miałem tyle co kot napłakał (oczywiście relatywnie). Poza tym prosty dach, mało załamań ścian, mało kominów, mało okien, brak schodów, brak kominka itp., oczywiście to ekstremum każdy dopasowuje podług siebie. A tak poza tym to najwięcej można oszczędzić na materiałach wykończeniowych, ale to na etapie projektu trudno wyeliminować. Jeżeli chodzi o oszczędność to myślę, że dobrym pomysłem jest ogrzewanie podłogowe, bo instalacja i tak nie będzie dużo droższa niż porządny piec. A i podobno na rachunkach można zaoszczędzić,

Znalezione obrazy dla zapytania dom energooszczędny

Bardzo mi się podoba – spójność wymiarów elementów materiałow (bloczków, pustaków) i wymiarów domu. Szkoda, że nie zwróciłam na to wcześniej uwagi.
Np. w łazience można rozrysować wszystko w skali np. 1:10 tak, żeby było jak najmniej cięcia płytek (czasem wystarczy minimalnie zmienić grubość fugi lub wprowadzić jakiś dekor).
Ale podstawa to:
-lokalizacja
- elastyczność projektu – możliwość zmian układu i wielkości pomieszczeń w przyszłości
- prostota
- nie zmienianie projektu w trakcie.

Nie chodzi o dziadowanie i oszczędzanie na wszystkim, ale budować tak jak nas stać, a nie tak jak maj znajomi.

Tak jak napisano wcześniej, bardzo duże pieniądze można oszczędzić w momencie wyboru działki (media, grunt) i samego usytuowania budynku. Jeżeli chodzi o sam projekt domu to oszczędności generuje:
- prosty dach, najlepiej dwuspadowy
- brak piwnicy
- brak lukarn
- brak balkonów

Potem to już głównie decyzja co do zastosowanej technologii, materiałów i wyboru wykonawców.

My najwięcej , w porównaniu do znajomych zaoszczędziliśmy na indywidualnym projekcie, na którym na każdym kroku oszczędziliśmy .

Oszczędność nr dwa to liczba punktów świetlnych. Nasz elektryk powiedział ,że teraz nikt tak nie planuje oświetlenia jak my, tylko ludzie podświetlają wszystko co się da, schody, półeczki…

źródło

Proszę o informacje jakie macie np dzisiaj temperatury dolnego źródła podczas końca pracy sprężarki ( tuż przed wyłączeniem ) ? U mnie jest ok 2.00 stopnie na wejściu i ok -2.00 na wyjściu i nie wiem czy jest ok. Mam kolektor pionowy. Kolektor poziomy. Cztery nitki po 150 m fi 40 i od studni rozdzielczej 2×40 m fi 50. zakopane dość głęboko (2 – 3 m). Odstępy między rurami w pętlach 1,2 m. Napełnione alkoholem (żal serce ściska ). Miałem okazję odwiedzić mały domek z pompą PPC w wersji prawie testowej (jedna z pierwszych). Inwestor wykonał samodzielnie kolektor poziomy, zakupił i zainstalował pompę samodzielnie. Pomoc ze strony producenta polegała na regulacji po odpaleniu (dokładnie nie wiem jakich szczegółów dotyczyła). Na dzień dzisiejszy mam informację, że roczne opłaty za prądki wyniosły 2,3 kPLN. Domek sto metrów z hakiem , raptem 2 osoby mieszkające, niby wszystko minimalistycznie ale wg mnie rewelka… Nie posiadam bladego pojęcia, co to za parametr “stopniominuta”. Ja mam możliwość ustawienia minimalnego czasu postoju pompy po osiągnięciu zadanej temp. Na całkiem chłopski rozum lepiej byłoby grzać w niskiej taryfie (nawet z gorszym cop-em), a w zamian dać odpocząć pompie kiedy prądki są drogie. Fundujemy sobie długi cykl pracy przy tańszej taryfie i dłuższe postoje w czasie drożyzny. Przy sporej akumulacyjności chałupki nie powinno to powodować skoków temperatury przy jednoczesnym oszczędzaniu kieszonki Jeden malutki szczególik. Teren jest paskudny w kwestii błociarstwa co skutkuje tym, że pomiar temp. na dz wiosną rok temu pokazał +8C! Ty przynajmniej masz ten komfort, że jesteś u siebie. Wczuj się (jeżeli to nie jest wyzwanie przekraczające możliwości zdesperowanego furiata) w moją sytuację. To (niestety) ja muszę się czuć zaproszonym przez teściową nota bene mieszkając na Jej włościach . A jak w progu wita mnie znajoma melodia na temat sukcesu, tydzież mody (czy też odwrotnie) to skłonnym uwierzyć, jakem niedowiarek, w ekonomiczność kurnej chaty W ubiegłym tygodniu serwisant zmienil w mojej pompie tzw. wartośc stopniominut. Mialem do tej pory ustawione na 60 ( ustawienia fabryczne ) a teraz mam 150. Pompa chodzi ok 1 godziny poczym odpoczywa ok 1 godziny. Dzieki temu malo jest startów. Chyba lepiej ? Dłuzszy cykl pracy też chyba ma wplyw na temperatury dolnego źródła. co o tym myslicie ?

kredyty

Maliniak to sobie może ewentualnie w nosie podłubać, bez zgody swojego szefa, a te wydymane naiwniacy niech nie liczą na współczucie i pomoc. Niech się biorą za robotę, a nie wylegują się w 100 m2 i ktoś ma za nich spłacać te długi z których wielu nie wygrzebie się do końca życia i dzieciom zostawią ładny spadek. Przecież niektórzy mają ponad melona do spłaty i mimo, że płaczą i płacą dług rośnie. Trzeba było być skończonym idiotom, aby zarżnąć się kredytem i kupić mieszkanie w stolicy, nie lepiej było siedzieć na swojej wiosce na świeżym powietrzu? Dobrze im tak! Nie mam zamiaru płacić za ich błędy zobaczyli okazje myśleli ,że się uda i się nie udało może niech każdy weźmie kredyt na milion złoty a państwo nam niech zwróci 50% z tego kredytu!. Oni ryzykowali nie ja! Nie chce ponosić kosztów za czyjeś błędne decyzje. Nie chce płacić za górników, bo to cwaniaki i po wzięciu solidnych odpraw pojada pracować na Słowację. Każdy pracuje dla siebie. Pomóc można w przypadku np. chorego dziecka i konieczności uzbierania sporej sumy. Wówczas pierwszy sięgam do portfela. Nierobom i cwaniakom mówię NIE!Każdy FRANKOWICZ powinien być zdany na siebie ,a państwa nie powinien obchodzić ich los a już na pewno nie dokładać im pieniędzy państwowych niszcząc gospodarkę! Znajomy wziął kredyt we Frankach się śmiał ze wszystkich dookoła mówił jak mu to się opłaci normalnie jak magnat się czuł czego to nie kupował się chwalił ,że wszystko ma a teraz co każdy grosik oszczędza to co kupił sprzedaje! Liczyliście na zyski to o innych nie myśleliście tylko o sobie teraz jak wam krucho przy d*** się zrobiło to niech wam pomagają. Każdy Frankowicz powinien po twarzy dostać za krzyczenie by mu pomogli!

frankowe kredyty

Jeszcze mają czelność nam wmawiać, że ich siłą zmuszono na te franki. Może zawlekali ich siłą do banków prosto z ulic jacyś żydzi i przystawiając im pistolety to łbów zmuszali ich do podpisywania papierków, nie czytając ich nawet? Kto w to uwierzy? Maja nas za głupszych od siebie. Sami latali z wywieszonymi jęzorami i cieszyli się jaki to zrobili dobry interes, w przeciwieństwie do tzw. “złotówkowiczów”, wyliczając im jakie to oni mają niższe raty. Chcieli cwaniaki przechytrzyć ekonomię a wyszli na wydymanych naiwniaków i teraz mają do wszystkich pretensję tylko nie do siebie. Frankowicze won do roboty i przestać mi tu kwiczeć , spłacać to co żeście świadomie wzięli przyłacza wody , podpisując umowy , widziały gały co brały!!! Kuzyn brał kredyt w złotówkach to sąsiad frankowicz się z niego śmiał i mówił że jest głupi bo kredyciki bierz się tylko we frankach ależ miał radochę jak frank był po 1,9 to było cacy tak to teraz kuzyn ma radochę bo ma dom a pazerny frankowicz ma komornika Kredyty to sprawa ich i banków, a nie rządu i normalnych ludzi. Jak kogoś nie stać na spłatę, to wypad na ulicę przyłącza kanalizacji , a jak nie potrafi to mu komorniki pomoże i sprzeda mieszkanie komuś za prawdziwe pieniądze obowiązujące w Polsce. Proponuję tym co noszą się z zamiarem kupna mieszkania aby się wstrzymali na ok. rok. Jak Pis już przetrwoni cały majątek narodowy m.in. na 500+, zabawki dla wojska Macierewicza, pomoc kopalniom, rolnikom oraz na wszelkie obiecanki, a żaden bank na świecie im już nie da pożyczki, to dopiero prawdziwy kryzys na czeka. Będzie jak w Hiszpanii, gdzie tacy pożyczkobiorcy masowo bankrutowali, a ich mieszkania wystawiano na licytację i jakoś żaden bank tam nie upadł. Tylko tam brali kredyty w euro, a nasi naiwniacy już z tymi swoimi frankami przyłącza kanalizacji Warszawa  nie wyrobią. Oczywiście do tych frankowiczów taki scenariusz nie dociera i dalej wierzą i modlą się do Kaczyńskiego i jego “ekonomistów”.Jeszcze niech ci nieszczęśnicy nie zapomną regularnie opłacać abonamentu RTV za oglądanie rolników szukających żon i Rodzinki pl., bo ich ukochany Pis straszy skarbówką. Przy okazji OC też sporo wzrosło i trzeba zapłacić im za te szaleństwa typu 500+.

lekarz

Chylę czoła przed próbą rzetelnego przedstawienia sytuacji/problemów polskich lekarzy rezydentów. Jednakże kilka nieścisłości/niedopowiedzień/nieprawdziwych informacji powodu, że odczuwam wewnętrzny imperatyw dodania kilku zdań komentarza. Postaram się krótko, w punktach, kolejność nie jest istotna:

Rezydencja dla lekarza to stan przejściowy.
Po uzyskaniu specjalności, jak mówią Amerykanie; „sky is the limit”.
Z czasem prywatna praktyka i na start setka za 15-sto minutową wizytę to raczej reguła niż wyjątek a Kasy fiskalnej się raczej nie używa.
Dla pacjenta po pięćdziesiątce to stan terminalny, lepiej ani taniej nie będzie.
– Porozumienie Rezydentów jest częścią Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (PR OZZL – tak brzmi pełna nazwa). OZZL pozostaje więc tą organizacją, która działa (w ogóle) i najaktywniej na rzecz poprawy warunków pracy lekarzy rezydentów. Taki błąd, w mojej ocenie, powoduje że rzetelność przedstawienia opinii innych stawiam pod znakiem zapytania.
– sprawa kursów np usg:
Lekarz ma obowiązek leczyć zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej. Z tej aktualności nie zwalnia ani jakikolwiek plan specjalizacji, ani spis procedur, ani sposób finansownia konferncji/kursu w czasie których aktualną wiedzą się zdobędzie. W/w wywiady były skierowano do ogółu społeczeństwa, a długość wywiadu i ilość informacji jest po prostu ograniczona. Natomiast ilość funkcjonujących w społeczeństwie mitów dotyczących pracy rezydenta jest duża, bardzo duża. Tyczy się m.in. wyobrażenia, że za cały proces kształcenia lekarza(/rezydenta) płaci Państwo = podatnicy (ewentualnie firmy farmaceutyczne). Podkreślę – cały proces: książki, stetoskopy, kursy, konferencje itp.
To nie jest kwestia „chcenia” i lekarskiego „widzimisię”. Rozumie to tylko ten, kto w zawodzie pracuje. Jednak czasem warto podjąć trud przekazania intencji, kryjącej się za takimi wyborami, ogółowi społeczeństwa.
Dodatkowe kursy postrzega Pan w kategorii przyszłych źródłem dodatkowych dochodów LEKARZY. Tymczasem dodatkowe kursy pozwolą na lepsze wykorzystanie czasu pracy rezydentury (5-6 lat!) kiedy to lekarz rezydent bada, leczy, diagnozuje polskiego PACJENTA w państwowym szpitalu. Lekarze chcą robić kursy wykraczające poza plan specjalizacji, płacąc za nie z własnych pieniędzy, ponieważ wykonując na co dzień swoją pracę, widzą że brakuje im takich a takich umiejętności by leczyć lepiej. Uzasadniają m.in. w ten sposób konieczność podwyżki, a Pan insynuuje jakoby chcieli, by Państwo płaciło im za wszystko. Ja, oraz inni koledzy lekarze, chcemy wydawać własne, zarobione za ciężką pracę pieniądze by móc wykonywać pracę w sposób bezpieczny zarówno dla lekarza jak i pacjenta. Wiedza, oraz umiejętności jak ratować życie i zdrowie pacjenta kosztuje.
I tutaj w Pańskiej wypowiedzi pojawia się pewna niekonsekwencja. Nie daje Pan przyzwolenia na podwyżkę płac w celu opłacania dodatkowych kursów, które zwiększą umiejętności w procesie leczenia, a z drugiej strony przywołuje Pan opinie gdy lekarz za darmo nie chciał zostać na zabiegu po godzinach swojej pracy (lub w godzinach gdy w innym miejscu wykonuje pracę dodatkową).
Pisze Pan o pokoleniu Y, PRZYPISUJE Pan NIECHĘĆ do inwestowaniu czasu i pieniędzy. Ja, oraz Koleżanki i Koledzy rezydenci, chętnie zainwestujemy obydwie rzeczy we własną pracę a tym samym jakość leczenia polskiego pacjenta. Nasz problem polega na tym, że przy płacy 14zł/h albo zabraknie nam czasu (jeżeli będę pracować po więcej niż 300h/miesiącu by utrzymać siebie i 4-osobową rodzinę i kształcić się na poziomie takim, by aktualną wiedzę posiadać ) albo pieniędzy (jeżeli będę pracować tylko na jeden rezydencki etat i mieć do opłacenia rodzinne rachunki jak każdy inny obywatel, ale mieć duże koszty pracy). I pisząc o 300h/miesiąc mam na myśli opłacenie wynajętego mieszkania, jednych wakacji rocznie w kraju, a nie mitycznych Kanarów kilka razy w roku i auta wysokiej klasy. Wykonując zawód związany z ratowaniem zdrowia i życia ludzkiego, chcielibyśmy być SKUPIENI na pacjencie, a nie na tym czym zapłacę opiekunce (przecież nie powołaniem?), czy wystarczy nam do 1-ego lub na kurs który pozwoli mi lepiej leczyć i wreszcie, by nie myśleć o tym czy współmałżonek nas zostawi za tylko bywanie w domu.

Są lepsi i są gorsi. Większość chce się szkolić (niekoniecznie z tego, co jest w programie specjalizacji, bo programy niekoniecznie mają jakiś związek z rzeczywistością), niektórzy oczywiście nie chcą nic. No i są jeszcze rzesze tych, którzy na rezudenturę się nie załapali. Po części wydają z kraju, po częsci znajdą sobie jakąś pracę, po części będą robić specjalizację za darmo. Ta grupa to jeszcze większy problem.
Aha, w 15 min to można porządnie zająć się pacjentem, który przychodzi po przedłużenie leków. Porządne badanie trwa dłużej, nie kiedy i 2 godziny.

Przypisuje Pan nam taką a nie inną mentalność, ale nie wspomina o tym, że lekarze żyją 10 lat krócej niż reszta społeczeństwa, że współczynnik wypalenia zawodowego jest u nas najwyższy, podobnie jak liczba samobójstw czy rozwodów. Przy najniższej liczbie lekarzy /1000 mieszkańców w Europie niepowstrzymywanie w/w trendów jest po prostu społecznie niebezpieczne. Nasze pokolenie zna powyższe statystyki, i nie chce rezygnować z marzeń o wykonywaniu zawodu (lub wykonywania zawodu w kraju), tylko zaczęło dokładać wszelkich starań by zastaną, brutalną zarówno dla lekarza jak i dla pacjenta, rzeczywistość zmienić.
Rozumiem , że artykuł również musi mieć swój koniec, i że nie da się powiedzieć wszystkiego. Mam nadzieję, że mój komentarz będzie dobrym uzupełnieniem/doprecyzowaniem obrazu polskiej rzeczywistości.

środek

Zapewne wielu ludzi zaglosowalo,by inaczej.Znowu jestesmy swiadkami ze prawica i centrum nie maja pojecia o rzadzeniu i nie powini zajmowac panstwowych stanowisk przez najblizsze 10lat.Pewnie tak sie sta nie ,bo lewica najpierw wyczekala spokojnie.Teraz wszyscy sie z was smieja a najbardziej lewica ze po raz kolejny nie potraficie rzadzic.Ciekawe na kogo ludzie zaglosuja w nastepnych wyborach.najlepsi okazali się zwykłymi politycznymi oszustami.Już ich pierwsze polityczne działania pokazały, że przedwyborcze hasła to jedno a chęc bycia u władzy to drugie. w miarę upływu dni coraz to nowe odstępstwa . Uważam,że poniekąd dobrze się stało, że nareszcie u władzy sa inni, niech pokaża narodowi na co ich stac. Choc nauka czasem drogo kosztuje ale Polska poniosła ich już tak dużo, że kolejne wytrzyma i nie zginie. Wydaje się mało prawdopodobnym aby ten skład przetrwał kadencję. jestem zdegustowany ze reprezentuja nas tacy ludzie jak Tusk i Rokita,przeciez oni zawsze przegrywali i teraz nie moga sie z tym pogodzic,ze znowu przegrali,pewnie naobiecywali juz swoim ludka i teraz chca zwalic wine na kaczorkow a potrafia tylko SZKODZIC ,przekonamy sie w najblizszym czasie.Do boju partacze bo tylko to potraficie!ale w tym kontekscie nie omieszkam wypomniec mu dwoch rzeczy.”Po pierwsze sam ma swoj czynny (publicystyczny) udzial w krytyce gospdarki liberalnej, oraz dazawuowaniu ekonomii jako nauki (ze wzgledu na brak determinizmu tejze). Stanowil wiec, w pewnym sensie, avantgarde .”Po drugie, jak sam sie przyznal, udzialu w wyborach nie wzial.”Nalezy wiec do 60+ procent tych, ktorzy o realizowanie przedwyborczych obietnic dopominac sie nie powinni.utworzenie stanowiska pełnomocnika ds. kobiet i rodziny. Po dziesięciu minutach powiedział; ok ale proszę nie być zbyt konserwatywną.”Jak pani to zrozumiała?”Prezydent w poglądach na temat kobiet jest w *środku*…”"”Najzupełniej centrum chadeckie z czasów 20 lecia międzywojennego, niejednokrotnie odchylonego bardzo prawicowo, w tym konkretnym wydaniu dobitniej. Interesujące żąglowanie pojęciami, wspomagające wizje metapolityczną, w dodatku oszukujące wyborców niezorientowanych.”"I także przestroga wszytkich przekreślających szanse IV RP, ta nie potrzebuje form instytucjonalnych potwierdzanych nowym tworem konstytucyjnym, zadowoli się nowym środkiem.