statki

„Stocznia potrzebuje 150 mln kredytu. Wartość zamówień 2 mld.
Po sprzedaniu za te statki stocznia otrzymala by 1,5-1,6 mld, na skutek aprecjacji zlotego. W tej sytuacji gospodarczej stoczni pokaż mi bank który udzieli kredytu.”
Zastrzegam się, że nie jestem księgowym, ale chyba to nie jest takie proste. Po pierwsze nie wiemy, ile wynosiły koszta własne stoczni czyli planowany zysk netto.w momencie podpisywania kontraktów. Po drugie ciężko jest mi uwierzyć, iż nikt w takim dużym przedsiębiorstwie nie pomyślał o ryzyku zmiany kursu waluty kontraktu. Przecież to dziecinnie proste. A po trzecie nie wiemy, jak wyglądała struktura wydatków stoczni, tzn. w jakiej walucie stocznia dokonywała jakiej części swoich zakupów? Dążę do tego, że być może było tak jak u Ciebie, tzn. (zakładając, drewno jest Twoim największym kosztem) jeżeli cena twoich wyrobów wyrażona w złotówkach się zmienia to Ciebie nic to nie obchodzi, gdyż drewno kupujesz za walutę w której sprzedajesz. Ty już się przeprowadziłeś gospodarczo za granicę, np. w strefę euro.
„Pokaz mi polityka, ktory zaryzykuje i wesprze z publicznych pieniędzy prywatna firme, w razie straty, opozycja tylko na to czeka. A jakie jest nastawienie w kraju do własności prywatnej, widac choćby na tym blogu.”
To rzeczywiście jest problem. Sam artykuł zawiera ten akapit:
„Jednocześnie wokół menedżerów stoczni powstała atmosfera podejrzliwości, pojawiły się zarzuty, że „rozkradli stocznię i to dlatego świetnie prosperujący zakład upadł”. Prokuratura oskarżyła prezesów o finansowe machlojki, a niezawisły sąd wydał nakaz ich aresztowania. Ci, którzy z ruin zbudowali holding i jeszcze niedawno byli bohaterami, przesiedzieli za kratkami kilka miesięcy. Dopiero w zeszłym roku sąd po długim procesie ich uniewinnił.”

Państwowe finansowanie obszarów gdzie zysk jest długofalowy, a ryzyko zależne od przyszłych wydarzeń politycznych jest całkiem zrozumiałe. Tam biznes nie zainwestuje, bo wyniki wyborów, w perspektywie dekad, są nie do przewidzenia w większości krajów. Mam tu na myśli edukacje, naukę, czy medycynę prewencyjną.
Niech państwo finansuje badania naukowe, ale nich odbywa się to przy współudziale finansowym prywatnych firm które zapewnią przynajmniej cień sensowności owych badań. Tak samo niech państwo zapewni edukację, ale niech wolny rynek wyboru szkoły czy uczelni zapewni konkurencję na tym rynku. Niech państwo finansuje badania przesiewowe na choroby kosztowne w leczeniu (np rak) ale niech badania przeprowadzają prywatne firmy, a obywatele ponoszą konsekwencje olewania owych badań.
Dla mnie to nie jest interwencjonizm, tylko przejmowanie przez państwo ryzyka finansowego tych przedsięwzięć, skądinąd, raczej sensownych, których opłacalność jest zależna od przyszłych polityków.
Ale niech dotyczy to wszystkich podmiotów, a nie jakichś wybranych prywatnych firm, których zarząd przeinwestował w statki, opcje czy derywaty.
„Nie można orzekac po przeczytaniu jednego artykułu w prasie popularnej”
Prasa była popularna, ale autorem był prof. Alberto Lozano Platonoff, Zespół Badawczy „Integracja”, Katedra Organizacji i Zarządzania Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania, Uniwersytet Szczeciński.