płyta

Przywiozłem jeszcze kilka płyt, odstawiłem auto, załatwiłem dodatkowe lasze i od 9:00 do 13:05 zrobiliśmy resztę szalunków, dokręciliśmy te rury co to miały prostować, rozwinęliśmy Elektrozwieracz Bliskosąsiedzki i zrobiliśmy zbrojenie. Beton przyjechał 15 minut przed czasem, to sobie chłopaki posiedzieli w klimatyzowanej kabinie, a my… no cóż – pot z doopy i człowiek nawet o głodzie zapomina.

Będąc rano w betoniarni po te płyty zapytałem o wibrator i okazało się, że mają i mogą NIEODPŁATNIE zabrać, więc ładnie poprosiłem i wibrator przyjechał. Ale! Jak operator pompy zobaczył do czego chcę go użyć, to się chłopina mocno zdziwił – twierdził, że nie potrzeba, że on by tego u siebie nie używał, ale jak chcę, to zalejemy do połowy wysokości, a zanim przyjedzie następna gruszka to ja sobie mogę powibrować. Chciałem! A potem zobaczyłem jak ten beton się rozpływał po 5 metrów na prawo i lewo i stwierdziłem, że gość może mieć rację, że nie potrzeba i to normalnie olałem. Duże to cholerstwo, kabel trza naciągać, czasu z tym schodzi, a jak człowiek ma dość, to ma dość! Nie chciało mi się z kablem latać, więc latałem z prętem, a i to okazało się raczej dmuchaniem na zimne. Ten beton jest tak rzadki, że jak się nie ma gęsto zbrojenia (np. strop monolityczny), to spokojnie można wibrowanie odpuścić przy takiej ścianie jak moja. Takie jest przynajmniej zdanie moje, mojego kierownika budowy i operatora pompy z 15-to letnim stażem, który lał mi ściany w godzinach pracy, więc się nie spieszył. Może się nie znają…

Cenowo to wychodzi w cenie betonu, tylko trzeba kupić lasze, bo one zostają na stałe w betonie. To te łączniki z płaskownika grubości 2mm, które spinają płyty zewnętrzne z wewnętrznymi. U mnie poszło chyba 420 sztuk po 0,99zł, więc tyle kosztuje ten szalunek, plus transport, plus robocizna. Robocizna to wiadomo – zależy kto robi, ale transport może być drogi, bo całość to u mnie było ponad 9 ton! Ja mogłem liczyć na kumpla i jego Transita, więc zapłaciłem tylko 50 PLN za paliwo na transport w jedną stronę. W drugą stronę wyjdzie tak samo. Do tego robocizna, której jest sporo. Nam zeszło we dwóch 6 godzin z transportem (zakatowałem typa, którego wynajenem – rzadziak!), a potem z teściem i żoną w sumie jakieś 40 roboczogodzin. Mam fundamenty pod parterówkę, więc są naprawdę duże. Do tego trzeba doliczyć robotę na rozbiórkę, kupić smarowidło do malowania itp. i całość u mnie wyjdzie chyba 650 zł gotówką i z 70 roboczogodzin.

Ja tego nigdy nie robiłem; moja żona i teściu też. Daliśmy radę we trójkę, choć słyszałem, że u ludzi było do tego kilkunastu chłopa i robili 10 godzin. Skomplikowane nie jest. Masz narożnik wewnętrzny 15x15cm, do tego płyty uzupełniające 10, 15, 20 cm i płyty pełne 50cm. Narożnik zewnętrzny to po prostu kątownik i on spina 2 płyty nie dodając żadnego wymiaru (tak zwana zerówka).
Całość składasz tak, żeby łączenia płyt wewnętrznych i zewnętrznych patrzyły na siebie. Płyty razem spina się tak: